Baraniec

Baraniec

niedziela, 21 lutego 2010

na sentymenty się zebrało c.d.

Podczas przygotowywania sobotniego obiadu słuchaliśmy audycji w Antyradio, a jako że całkiem niedawno była rocznica urodzin Marleya, nadawano co bardziej znane jego utwory. Gdyby żył, 6 lutego skończył by 65 lat. 
To już nie jest muzyka, której obecnie często słucham ale był czas kiedy towarzyszyła nam w sporej dawce. Nie zawsze były to skakane imprezy pełne młodzieńczej radości i beztroski. Czasem słuchałam Marleya w domu, ot tak po prostu aby napełniły dom ciepłem Jamajki. Dziś ilekroć zdarza mi się słuchać marleyowskiego reggae wracam myślami do czasów studenckich. Z Bobem Marleyem niewątpliwie kojarzy mi się też jeden niezwykle wesoły epizod z okresu kiedy to częściej zjeżdżaliśmy się z różnych „stron świata” aby spotkać się w naszym licealnym gronie. Podczas powrotu z jednej z imprez, organizowanych pod Gorlicami, Bob Marley zabrzmiał zupełnie spontanicznie na wiejskiej drodze w środku nocy. I tak tonącą w absolutnej ciszy wieś obudziły nagle wesołe rytmy „Could you be loved” czy „Buffalo soldier” a my tańczyliśmy jak wariaci, skacząc w światłach reflektorów starej, wysłużonej łady naszego kolegi. Ech… łza się w oku kręci…

Bob Marley ze swoją radosną muzyką towarzyszy nam do dziś, choć ustępuje częściej teraz słuchanym klimatom jazzowym w różnych możliwych formach. Zdecydowanie bardziej wolę bowiem szukać wyciszenia włączając np. E.S.T. 
A wracając do sobotniego obiadu - przygotowałam lasagne. Rzadko ją robię, głównie podczas zimowych spotkań z przyjaciółmi. Dodam tylko, że warto domowej lasagne poświęcić trochę więcej czasu i przygotować do niej sos beszamelowy z odpowiednio dużą porcją świeżo startej gałki muszkatołowej - niektórzy tego nie robią. Łagodny smak tego sosu doskonale komponuje się z przygotowanym głównym sosem na bazie pomidorów, mięsa i cebuli, przyprawionych dużą ilością czosnku i włoskiego ziela /bazylia, oregano, tymianek i inne/. A po zapieczeniu całość z obowiązkową serową pierzynką stanowi ucztę dla podniebienia…
I jeszcze jedno, z doświadczeń własnych mogę stwierdzić, że nie ma potrzeby gotowania makaronu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz