Baraniec

Baraniec

piątek, 26 lutego 2010

buty do biegania wracają do łask...

Wczoraj po dłuższej przerwie wyciągnęłam z szafy niezwykle praktyczny prezent imieninowy od męża - moje ulubione buty do biegania. A wyciągnęłam bo mrozy zelżały i chodniki wyłoniły się spod zimowych kołder. No i koniec lutego idzie więc wiosna tuż tuż. 
Marszobiegi zaczęłam uprawiać od jesieni zeszłego roku. Do dziś nie wiem jak udało mi się do tego zmobilizować ale co dziwne zaczęło mnie to niezwykle bawić i sprawiać przyjemność. Tak więc niezależnie od pogody i pory - bo zdarzało sie wychodzić z domu o 20.00 ale i grubo po 22.00- oddawałam się ponad 30 minutowej ostrej przechadzce połączonej z bieganiem. Nie sądziłam, że taka forma spędzania czasu na świeżym powietrzu może tak uzależnić ;-). Dotychczas moja aktywność fizyczna sprowadzała się głównie do spacerów weekendowych, tudzież rzadko organizowanych wyjazdów w góry i regularnych zajęć flamenco.

A wszystko zaczęło się dawno, dawno temu /jakieś 8 lat wstecz/ gdy wpadła mi w ręce "mała, zielona książeczka", w której znalazłam miesięczny program treningowy dla tzw. normalnych ludzi. Intensywne spacery połączone z gimnastyką składającą się z kilku dosłownie ćwiczeń, powtarzanych regularnie co drugi dzień. Oczywiście skończyło się tylko na trzech tygodniach wysiłku, niemniej jednak bardzo mi odpowiadała taka forma ruchu. 

Nie pamiętam już nawet co skłoniło mnie ostatniej jesieni do podjęcia takiego wyzwania.  Marszobiegi okazały się dla mnie idealną formą ruchu, nie obciążającą mięśni ani układu stawowego tak jak klasyczne bieganie. Włączając do marszu intensywny ruch ramion /symulacja nordic walking/, pracę mięśni brzucha /trzeba pamiętać o jego wciągnięciu/ można spalać więcej kalorii niż przy normalnym chodzeniu. Najważniejsze jest jednak to, że podczas marszobiegów można na chwilę odciąć się od codziennych problemów. Czasem niosą mnie pozytywne myśli, jest to też świetny sposób na pozbycie się złych emocji. No i wreszcie jest czas aby spokojnie posłuchać muzyki, nadrobić muzyczne zaległości. Tego mi zawsze brakuje.

Tak więc czując pierwsze nuty wiosny w powietrzu wracam do marszobiegów. Wracam aby poczuć ten błogi stan zmęczenia, aby głębiej odetchnąć, aby zrobić coś dla siebie.
Szczerze polecam ;-))  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz