Baraniec

Baraniec

niedziela, 28 listopada 2021

Marzamemi, Vendicari

Kolejny dzień po trudach dnia poprzedniego. Nie ma schodów, nie ma wspinania się. Jest spacerowo i bardzo relaksująco. Tuż po śniadaniu wybieramy się do odległego o kilka kilometrów Marzamemi. To maleńka miejscowość z tradycjami rybackimi, co zresztą zauważa się na każdym kroku.

Swój urok Marzamemi zawdzięcza detalom, ozdabiającym domki w centrum miasta.  Kolorem dominującym jest błękit i wszelkie jego odcienie, kontrastujące z piaskową barwą budynków. Każda z restauracji kusi swoim wystrojem, skromnym ale rzucającym się w oczy. 

Z głównego placu Piazza Regina Margherita, przechodzi się przez Vicolo Villadorata do portu. Tuż obok znajduje się okazały i zabytkowy budynek tuńczykarni. 












I tak oto jesteśmy w porcie, z kołyszącymi się na wodzie łódkami, czy jachtami. Jest po sezonie więc tłumów raczej nie ma. Można więc spokojnie delektować się  klimatem tego miejsca. 

Marina w Marzamemi






Po niespiesznym spacerze jedziemy na północ, w stronę rezerwatu Vendicari. Parkuje się niespełna kilometr od plaży i resztę trasy pokonuje się pieszo. Obowiązują bilety wstępu, bo jest to rozległy obszar chroniony. Pełno tu szlaków, jest niezwykle malowniczo. 
Na plaży spędzamy trochę czasu, ale niebo zasnuwa się ciemnymi burzowymi chmurami i chwilę deszczu przeczekujemy w drewnianej budce do obserwacji ptaków. Taka pogoda to chyba jedyna okazja zachwycania się niezwykłą barwą morza, odcinającego się żywo od niemalże granatowego nieba. Jeszcze w ostatnich kroplach deszczu, boso przemierzamy krótki 500 m odcinek wzdłuż plaży do pobliskich ruin tuńczykarni, pochodzącej z XVII w.  
Warto zwiedzić ten obiekt. To tutaj czyszczono i konserwowano tuńczyka czerwonego, łowionego w tradycyjny sposób w pobliskich wodach. 
Tuż obok stoi obronna wieża, miejsce to bowiem było dość ważnym portem handlowym oraz pomalowany na niebiesko budynek muzeum, kiedyś będący  domem pracowników tuńczykarni. 
Bardzo ciekawy opis Vendicari znalazłam na blogu Szlakami Sycyli - polecam, bo sporo tu ciekawostek i praktycznych rad. 
Plaża Vendicari


stara tuńczykarnia w Vendicari 










Resztę dnia spędzamy w naszym domku, a wieczorem udajemy się na kolację do Marzamememi. 


sobota, 27 listopada 2021

Scicly, Modica, Ragusa

Ambitny plan postawiliśmy sobie na ten dzień, szczególnie wymagający dla mojego całkiem jeszcze niedawno kontuzjowanego kolana. Do zobaczenia trzy sztandarowe sycylijskie miasteczka, leżące o kilka kilometrów od siebie, każde pełne stromych uliczek i niezliczonych schodów. 

Kapuhala Sicily późnym porankiem - alejki ciągnące się wzdłuż farmy wysadzone są po obu stronach pachnącymi ziołami. Ten zapach jest szczególnie intensywny wieczorem już przy zachodzącym słońcu, kiedy ziemia oddaje ciepło
basen z otwartą krawędzią, w dole drzewa oliwne i winorośla

taras naszego domku

W pierwszej kolejności jedziemy do najmniejszego Scicly. To właśnie ono zapadło mi najgłębiej w sercu.  Do miasta wjeżdżamy SP 41, skąd oczarowuje wyłaniająca się zza zakrętów skalna zabudowa. 

Choć to już po sezonie dość długo szukamy miejsca parkingowego. Scicly to niewątpliwie miasto kościołów. Jest ich tu wszędzie pełno. Ponieważ plan jest napięty, skupiamy się głównie na wzgórzu z kościołem św. Mateusza - panorama  ze szczytu obłędna. Choć chciałabym miastu poświęcić więcej czasu, bo warto bez wątpienia, wracamy do samochodu i via S. Nicolo kierujemy się do odległej o kilkanaście kilometrów Modiki. 


Chiesa di Santa Maria della Consolazione

Chiesa Santa Maria la Nova - Santuario Maria Ss. della Pietà

Chiesa di San Bartolomeo


Chiesa di San Matteo



Chiesa Madre di San Guglielmo


Chiesa Madre di San Guglielmo



Chiesa di San Michele Arcangelo

Piazza Italia

Scicly z Via S. Nicolo

Modica to kolejne w planie miasto, będące perełką baroku, któremu smaczku dodaje fakt, że wznosi się dość stromo na wzgórzach. Miasto nie uniknęło skutków trzęsienia ziemi w XVII w. Dużo ciekawostek można znaleźć na blogu Italia by Natalia. Modica słynie z czekolady, a tę najprawdziwszą z tradycjami sięgającymi 1861 r., można nabyć w sklepiku Antica Dolceria Bonajuto, będącego jednocześnie wytwórnią. Warto wspomnieć, że ze względu na niską temperaturę wyrobu, w czekoladzie tej łatwo wyczuwa się cukier, jest ona też bardziej krucha niż te kupowane w zwykłych sklepach. No i atutem jest trzymanie się receptury azteckiej, przywiezionej na Sycylię przez Hiszpan. 

Sklepik ulokowany jest przy jednej z głównych ulic Modiki tuż na przeciwko kościoła św. Piotra, w którym tego dnia kolejno odbywają się sycylijskie śluby. W Modice warto zaliczyć kilka punktów widokowych, my udajemy się stromymi uliczkami do Belvedere di Modica, by już w deszczu znów znaleźć się na Corso Umberto. 
Kobiety kochają jeszcze jedno miejsce w Modice -  Duomo di San Giorgio. Do katedry wiodą niezwykle urokliwe schody, w sam raz stanowiące piękne tło do sesji fotograficznych. Zupełnie mi to przypomina paryskie Sacré-Cœur.
Chiesa di San Pietro




posadzki w Chiesa di San Pietro - kocham!

Chiesa di San Pietro







Belvedere di Modica





pod Duomo di San Giorgio
To co? Na koniec jeszcze kawa i ciacho, obłędne aksamitne, pistacjowe małe co nieco ;-) 
pozostawię bez komentarza...
Pogoda kaprysi, zastanawiamy się nad rezygnacją z Ragusy tego dnia. Po chwili wahania mkniemy jednak w jej stronę i nie wiedzieć kiedy parkujemy tuż obok przepięknych ogrodów Giardino Ibleo.
Być na Sycylii i nie zobaczyć Ragusy?  
To chyba jedno z piękniejszych sycylijskich miast, niezależnie, czy zwiedza się zabytkową Iblę, czy rozpiętą po przeciwnej stronie drugą część miasta.  Każdą z nich można podziwiać z rozlicznych punktów widokowych, które wydobywają w pigułce bezcenne piękno zakątków Ragusy. 
My zaczynamy od spaceru po Ibli, bez planu, instynktownie oddalając się od ogrodów Giardino Ibleo w stronę Duomo di San Giorgio.
Ze względu na moje mocno już nadwyrężone wspinaniem się kolano, z Ibli samochodem przemieszczamy się pod drugie wzgórze. Tu wspinaczka nabiera nieco innego znaczenia, ta część Ragusy jest bowiem zdecydowanie bardziej stroma ale i widok na Iblę bardziej spektakularny. Czekamy na lepsze światło i nasza cierpliwość zostaje nagrodzona. Będąc pod Chiesa di Santa Maria delle Scale obserwujemy jak na ułamek sekundy Ibla zanurza się w ciepłych żółciach, różach, pomarańczach. 
Giardino Ibleo


kopuła Duomo di San Giorgio

widok na Iblę


punkt widokowy na Iblę spod Chiesa di Santa Maria delle Scale

punkt widokowy na Iblę spod Chiesa di Santa Lucia




Wieczór planowaliśmy spędzić w Ragusie, ale nadciągające czarne chmury przekonały nas skutecznie o powrocie do naszej Kapuhali. Mieliśmy rację, jeszcze dobrze nie wyjechaliśmy z miasta, a niebo wylało się na nas gęstym deszczem, który towarzyszył nam niemalże przez całą drogę. Co ciekawe, tuż za Rosolini, po wyjechaniu z gór, chmury się nagle rozstąpiły, a na miejscu w naszym domku okazało się, że przez cały dzień nie spadła tam ani jedna kropla deszczu.