Baraniec

Baraniec

poniedziałek, 2 września 2019

Pecz - przystanek w podróży

Upragniony wyjazd na wakacje. W tym roku celem jest Czarnogóra. Oczywiście możliwe jest przejechanie w trybie ciągłym 1100 km, w przewidywanym czasie podróży ponad 15 godzin, ale lepiej chyba niespiesznie, z przystankiem, który tak się jakoś fajnie na mapie ułożył, że wypadł w Peczu. 
Do tego miasta mam sentymentalny stosunek i chętnie wracam wspomnieniami do upalnego lata w końcówce lat 90-tych i cudownej, pełnej niespodzianek kanikuły w zachodnich i południowych Węgrzech. 

Po tych ponad 20 latach, niby nic się nie zmieniło a jednak Pecz zrzucił z siebie trochę szarości. Szechenyi Ter, serce Peczu i zamykające go odrestaurowane budowle otacza zieleń, kwiaty, ciekawie zaprojektowane klomby. W upalny dzień rześkości dodaje interesująca kaskada, spływająca tak po prostu po schodach, prowadzących pod Meczet Gazi Kasima Paszy.
Wypełniamy sobotni wieczór spacerując po starej części miasta odtwarzając zapamiętane kiedyś ścieżki.
Meczet Gazi Kasima Paszy przy Szechenyi Ter
Szechenyi Ter
to już taki niepisany zwyczaj podglądania ślubów podczas podróży - tak eleganckiej sesji jeszcze nie fotografowaliśmy ;-)
Synagoga
halo, halooo... nie wierzyłam, że budki telefoniczne są jeszcze na świecie :-) a w Peczu są i działają!
pod meczetem Hassana Jakovaliego
pod murami starego miasta ... w drodze do okrągłej wieży Barbakanu 
imponująca czterowieżowa katedra 
a to już rarytasy w niezwykle klimatycznej bałkańskiej restauracji Balkan Bisztro przy Ferencesek utcaja -  będziemy ją mile wspominać ,nie tylko z powodu wyśmienitej kuchni, czy doskonałego białego wina... wyliczenie napiwku dla kelnera okazało się zagadką matematyczną i wielkim faux pas - na szczęście udało się wybrnąć z tej zabawnej niezręczności 
Meczet Gazi Kasima Paszy przed zmrokiem 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz