Baraniec

Baraniec

niedziela, 24 lipca 2011

Pysznie było na Pysznej...

Pyszna – funkcjonująca jeszcze - głównie w Polsce - nazwa najwyższego szczytu w Tatrach Zachodnich (2248m n.p.m.), choć od połowy XIXw. pojawiały się już zapisy Bystra. Bez dwóch zdań obie te nazwy znajdują swoje uzasadnienie. Bystra – bo szczyt góruje nad stromą Doliną Bystrą, z jednym z najpiękniejszych potoków górskich jakie widzieliśmy w Tatrach, a Pyszna bo widoki ze szczytu niewątpliwie do pysznych należą. Z tymi polskimi nazwami słowackich dolin, szczytów itp. jest w ogóle dość zabawnie i odkąd chodzę po Tatrach zawsze mam w głowie pewien zamęt i nazw owych spamiętać nie mogę. Bo oto np. taka Dolina Wielkiej Zimnej Wody nosi polską nazwę Dolina Staroleśna (od nazwy szczytu jaki się nad nią wznosi), z kolei sąsiadująca z nią Dolina Zimnej Wody to słowacka Dolina Małej Zimnej wody. Galimatias...

Zacznę jednak od początku. Nie pamiętam chyba bardziej pogodowo przeanalizowanej wycieczki w góry. Ów planowany wyjazd w Tatry na Bystrą zrodził się niespełna miesiąc temu a podczas ostatniej wyprawy na Jagnięcy Szczyt nieśmiało myśleliśmy już o konkretnej dacie.
Niestety w ostatnim tygodniu pogoda załamała się totalnie i zdecydowanie bardziej przypominała październikową aurę. Było pochmurno, zimno a z nieba lały się strugi deszczu. Od poniedziałku śledziliśmy więc z niepokojem serwisy, które o dziwo wskazywały sobotę jako dzień z optymistycznym dla nas „oknem pogodowym”. Do samego końca z nadzieją patrzyliśmy na nie zmieniające się ikonki słoneczek, wyglądających zza chmurki i jedyne co burzyło spokój myśli to zapowiedzi ewentualnych lekkich opadów. Z lekkim powątpiewaniem czy pogoda nie okaże się jednym wielkim żartem zdecydowaliśmy się wieczorem na wczesnoporanną pobudkę i wyjazd. Co będzie to będzie. Oby wejść na szczyt suchą nogą i coś z niego zobaczyć;-).
Wyjazd jak zwykle bardzo, bardzo wcześnie - tym razem nawet ze sporym zapasem bo o 4.30. Na trasie wita nas budzące się słońce, nieśmiało wyglądające zza chmur. W okolicy Rabki od wschodu uderza piękne, ciepłe, rozproszone światło, a za Nowym Targiem podziwiamy cały łańcuch Tatr. Te najwyższe, skąpane są w promieniach słonecznych, bez grama chmurki nad nimi, a im dalej na zachód tym bardziej skłębione obłoki spowijają szczyty. Niesamowity widok. Mimo wygospodarowanego zapasu czasowego po drobnych przygodach na trasie ;-))), do Podbańskiej docieramy po siódmej i w kwadrans później startujemy na szlak. Plan zakłada pętlę, której start przewidywany jest w Dolinie Bystrej, a zejście ma się odbyć Doliną Kamienistą. Aby się jednak dostać pod wylot Doliny Bystrej trzeba zaliczyć godzinny spacer fragmentem Drogi nad łąkami. W tak piękną pogodę spacer ten jest samą przyjemnością i pozwala się lekko rozgrzać przed głównym podejściem. Odkrywamy jednak, że to co ewentualnie udałoby się nadrobić czasowo na płaskim odcinku, tracimy w kilku miejscach na poszukiwaniu szlaku i odbywa się to trochę na zasadzie „Ty pójdziesz górą a ja doliną i tym sposobem jakoś ten szlak znajdziemy”. Trzeba więc bardzo uważać i pilnować czerwonych znaków, których jest tu po prostu jest jak na lekarstwo. Docieramy jednak po ponad godzinie do wylotu Doliny Bystrej, skąd czeka nas jeszcze ponad 3.5 godzinne podejście na szczyt. Nad nami wciąż piękne, niemalże bezchmurne niebo – dokładnie takie, jak to wskazywały serwisy pogodowe. Trzymając się prognoz zakładamy, że ewentualne groźniejsze zachmurzenie może się pojawić około 11 czy 12. Pora więc wyciągnąć nogi i ruszyć pod górę.
Droga nad łąkami
Początkowo szlak wiedzie niezbyt stromo a po około 15 minutach otwiera się głęboki fragment doliny, z której dna słychać już szum Bystrego Potoku. Idziemy wciąż lasem dość wygodną ścieżką. Jest niezwykle malowniczo a to głównie za sprawą przepięknych kobierców utkanych z różnych gatunków mchów czy porostów. Niektóre porastają w całości zwalone drzewa czy wystające kamienie. W powietrzu unosi się wilgoć i zapach grzybów. Rzeczywiście, niemalże na każdym kroku natrafiamy na różne ich gatunki. Dość szybko dochodzimy do dość zarośniętej Polany Koszarzysko. Po naszej prawej stronie wartkim strumieniem płynie Potok Bystry. Jak się okazuje nie tylko jednym strumieniem ;-) Otóż ścieżką, którą podążamy również płynie potok a możliwości uniknięcia kontaktu z wodą są raczej zerowe. Przez około 20-30 minut idziemy więc zanurzając się mniej lub bardziej w wodzie. Widoki jakie się odsłaniają zaczynają nam jednak rekompensować te drobne niedogodności. Wzdłuż ścieżki kwitnie cała masa kwiatów a płynący wzdłuż szlaku Potok Bystry tworzy przepiękne kaskady. W tym miejscu dolina jest soczyście zielona i witalna. Drewniany mostek prowadzi nas na drugą stronę potoku i od tej pory idziemy mozolnie pod górę po jego prawej stronie.
Potok Bystry w dolnym piętrze Doliny Bystrej
Potok Bystry w środkowym piętrze Doliny Bystrej (w tle Niżnie Tatry)
Potok Bystry w środkowym piętrze dzikiej Doliny Bystrej
Przejście przez Potok Bystry - od tego momentu pniemy się w górę po jego prawej stronie
Wkrótce docieramy do spłaszczenia doliny, nad którą dominują po prawej stronie Bystra, Kobyła i Szerokie Upłazy, po lewej zaś Zadnia i Przednia Kopa oraz Jeżowa. Całość tworzy zamknięty amfiteatr z dwoma kotłami polodowcowymi, w których osadzonych jest kilka stawów. Tu odpoczywamy chwilę. Korzystając z wygrzanej słońcem, miękkiej łąki wykładam się na trawie i zachwycam się wszystkim dookoła. Właściwie w tym momencie patrząc na coraz bardziej zaciągające się niebo, łapię się na myślach, że nic by się nie stało, gdyby widoki ze szczytu były marne.
Odpoczynek w amfiteatrze górnego piętra Doliny Bystrej
Widok na Bystrą (po prawej stronie) z górnego piętra Doliny Bystrej
Ładujemy akumulatory aby zmierzyć się z ostatnim, godzinnym fragmentem szlaku wiodącym na szczyt. Strome podejście na grzbiet nie jest jednak wybitnie męczące a wysokość zdobywa się szybko.
Widok na szlak, który podchodzi do grzbietu z Bystrą
Z grani widok dodaje energii. Jest pochmurno i większość wierzchołków Tatr Wysokich jest pod grubą pierzyną chmur, podobnie zresztą z widokiem na Tatry Zachodnie. Nie odbiera to jednak ogromnej radości jaką ten widok oferuje. Jest piękne światło, które ślizga się po grzbietach i sprawia, że panorama jest bardziej dynamiczna. Mamy też pierwsze wyobrażenie szlaku zejściowego. Dolina Kamienista stanowi bardzo głęboką wąską czeluść, której dnem spływa widoczna z góry nitka Potoku Kamienistego.
Widok z grani na Dolinę Kamienistą
Widok z grani na Przełęcz Pyszniańską
Widok z grani na Małą Bystrą
Widok z grani na Bystrą
Widok z grani na na stawy pod Bystrą
Wracamy „na ziemię” i kontynuujemy podejście na szczyt. Jest lekko stromo ale szlak jest wyjątkowo wygodny. Z każdym krokiem narasta ciekawość i wreszcie zdobywamy wierzchołek.
Przed wejściem na szczyt Bystrej
Przed wejściem na szczyt Bystrej
Uwielbiam ten stan, bardzo ekstatyczny i na swój sposób intymny. Zawsze na szczycie się wzruszam i po prostu czuję się lepsza. Zapominam o całym wysiłku jaki wkładam w każdy krok, oddech aby ten szczyt zdobyć. I tak już od ponad 20 lat i zawsze tak samo intensywnie. Jak w słowach piosenki - kocham ten stan, dyskretne sam na sam (ze sobą i z moim mężem). Jestem szczęśliwa.
Na szczycie
A ze szczytu urzekający widok na skąpane w gęstych, prawie czarnych chmurach Tatry Wysokie - nieśmiało można dostrzec jedynie Świnicę i jej otoczenie. Reszta wierzchołków jest niewidoczna. Na pierwszym planie piętrzy się Kamienista, poniżej której przycupnięta jest Pyszna Przełęcz. Po zachodniej stronie rozciąga się zdobyta dwa lata temu grań Otargańców z Raczkową Czubą. Najbardziej jednak imponuje rozłożysty masyw Starorobociańskiego i odległy ale wyniosły grzbiet Barańca. W kierunku północnym roztaczają się piękne doliny: Kościeliska i Pyszna. Patrząc na południe można podziwiać z kolei doliny Bystrą i Kamienistą i uderzający jeżeli chodzi o różnicę poziomów, kontrast między nimi. Na szczycie spędzamy około 20min. Właściwe dopiero tu spotykamy innych turystów. Wcześniej na trasie w dolnej części Doliny Bystrej minęliśmy zaledwie dwie osoby a pod samym szczytem grupkę Anglików, co potwierdza, że szlak jest bardzo dziki i nie rozdeptany. Robimy zdjęcia i rozpoczynamy zejście.
Widok ze szczytu Przełęcz Pyszniańską
Widok ze szczytu na Kamienistą i Tatry Wysokie w chmurach
Widok ze szczytu na Starorobociański
My na szczycie
Parę minut później jesteśmy na Błyszczu - zworniku grani, skąd roztaczają się równie piękne widoki. Nieśmiało odsłaniają się niewidoczne jeszcze przed chwilą, niektóre z wierzchołków Tatr Wysokich. Niewykluczone, że zgodnie z prognozami padał tam deszcz. Zejście na Pyszną Przełęcz jest dość strome i czujne, zwłaszcza że na szlaku jest mnóstwo luźnych kamieni. Zostająca w tyle Bystra robi teraz niezbyt ładne wrażenie. Jakże inaczej prezentowała się od strony Doliny Bystrej, skąd wyglądała bardziej smukło i elegancko. Teraz tworzy rozłożystą kopę.
Widok z Błyszcza na grań Otargańców i Raczkową Czubę (po prawej)
Widok z Błyszcza Kamienistą i Tatry Wysokie w chmurach
Na szczycie Błyszcza
Widok spod Błyszcza na Tatry Wysokie i wyłaniający się Krywań (po prawej)
W drodze na Pyszniańską Przełęcz
Zachwyca nas natomiast górne piętro Doliny Kamienistej, przypominające wielką zieloną kopułę, w której zatopionych jest kilka niewielkich oczek wodnych. Zejście z przełęczy według tablic ma zająć około 3.30godz. (wg Nyki niecałe 3 godziny).
Widok z Pyszniańskiej Przełęczy na Dolinę Pyszną i Kościeliską
Widok z Pyszniańskiej Przełęczy na górne piętro DolinyKamienistej
Dolina Kamienista bynajmniej kamienistej nie przypomina. W górnej części jest dość szeroka, natomiast już po około 45 minutach od zejścia z przełęczy zwęża się a szlak biegnie podobnie jak w przypadku doliny Bystrej wzdłuż Potoku Kamienistego. Niektóre fragmenty są bardzo dzikie i zarośnięte, no i znów sporo wody na szlaku. Z obu grzbietów otaczających dolinę spływają potoki, z tego powodu wykonaliśmy niespotykaną chyba do tej pory ilość przeskoków i przejść przez liczne mniej lub bardziej głębokie nurty wody. W wielu miejscach potoki te łączą się, znajdując swoje ujście we wspomnianym już Potoku Kamienistym. Robi to niezwykłe wrażenie. Podobnie również jak w Dolinie Bystrej jest bardzo zielono, gęsto wręcz od roślin. Dobrze, że mamy długie spodnie bo często ścieżka ginie wręcz w tej bujnej roślinności. Zanim o 16.15 dotrzemy do Podbańskiej, w dolnej części doliny szukamy jeszcze szlaku. A więc udało nam się przejść całą pętlę bez zapowiadanych opadów.
Litwor
Kaskady potoków w Dolinie Kamienistej
Bujna roślinność w Dolinie Kamienistej
Buty jak zawsze.... ;-)
Odpoczywamy chwilę na parkingu, popijając kawę i wygrzewając pupy na ciepłym asfalcie.
odpoczynek przed wyjazdem
Zmęczeni bardzo ale z uczuciem wielkiej radochy wracamy do domu. W okolicy Smokowca o przednią szybę samochodu uderzają pierwsze tego dnia krople deszczu. Właściwie tuż przed wjazdem do Jurgowa wraca słońce i dalszą podróż odbywamy już na sucho.
I znów zostawiamy Tatry 

W radiowej trójce Anna Gacek podaje właśnie informacje, że Amy Winehouse nie żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz