Baraniec

Baraniec

poniedziałek, 7 października 2019

Risan i Perast w zatoce Kotorskiej


Pora opuścić piękny Durmitor i naszą wygodną chatkę. Przed nami przejazd przez Savnik i Niksic, trasą liczącą niespełna 170 km wprost nad Zatokę Kotorską.
Udręczeni nieco, będącym w remoncie fragmentem na drodze M6 z Niksic do Carinie, zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Risan. Taki wariant niewątpliwie pozwala nam zaoszczędzić czas, który musielibyśmy pewnie poświęcić na oddzielną wycieczkę dnia kolejnego.
Poza słynnymi mozaikami z czasów rzymskich, które muszę zobaczyć, Risan nie jest sam w sobie jakąś wielką atrakcją. 
I choć kolekcja nie jest imponująca, warto przyjrzeć się z bliska podłogom odtworzonym w wielu przypadkach niemal w całości.
Większość to mozaiki o charakterze symetrycznym z ciekawymi wzorami geometrycznymi, w tym także z motywami roślinno-zwierzęcymi.
Największą atrakcję stanowi mozaika przedstawiająca boga snu Hipnosa, znajdująca się w części, którą stanowiła sypialnia właściciela.
Podczas zwiedzania zwracamy uwagę na polskie akcenty. Okazuje się, że archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego mieli też swój udział w odkryciach - potwierdza to nawet dość dobrze wyeksponowana "laurka", wisząca w korytarzu przy kasie i co nas cieszy ulotki opisujące obiekt w języku polskim. 
Oprócz mozaik wyeksponowano również kilka innych odkryć jak fragmenty gzymsów, czy wyłowione z morza amfory.
rzymskie mozaiki w Risanie nad zatoką Kotorską, swój udział w odkryciach miał również Uniwersytet Warszawski
na górnym zdjęciu po lewej mozaika w czwartym pokoju, przeznaczonym do przyjmowania gości - jej centralną część stanowi motyw słońca  symbolizujący Rzymskie cesarstwo
zdjęcie po prawej przedstawia mozaikę z piątego pokoju  - centralną figurą jest sześciolistna rozeta, otoczona słońcem, w narożach kalmary 
zdjęcie u góry: mozaika, z której słynie willa w Risanie - to podłoga sypialni właściciela, przedstawiająca  Hipnosa  boga snu
zdjęcia na dole: mozaiki z pokoju piątego (po lewej) i szóstego - pokoju wypoczynku, w którym mozaiki ułożono na wzór szachownicy
taki widok nie dziwi :-)



Jest obłędnie gorąco, przemieszczając się wzdłuż wybrzeża podziwiamy całe piękno zatoki z miasteczkami niemalże zawieszonymi nad lustrem wody. 
Zaparkowanie w maleńkim Peraście, miasteczku uchodzącym za jedno z piękniejszych nad zatoką, graniczy z cudem, nie udaje nam się nawet do niego wjechać. Próbujemy więc zaparkować gdzieś przy drodze nad miastem. Co prawda trzeba z niej zejść stromo w dół do głównej ulicy ale ma to swoje plusy. Systemem wąskich nieco koślawych schodków przemieszczamy się wśród uroczych zakamarków, poza tym oszczędzamy na opłatach parkingowych. 
Centrum zlokalizowane jest wzdłuż linii brzegowej i ciągnie się na długości około 1 km. Tam też skupione są największe atrakcje turystyczne jak kościół św. Mikołaja czy niezwykłe pałace Smekja Palace,  czy pałac Bujociciów. 
Oczywiście wzdłuż głównej arterii pełno jest smakowitych restauracyjek serwujących dania z owoców morza, w jednej z nich zatrzymujemy się na późny obiad. Perast to nie tylko okazała architektura pałaców ale przede wszystkim urokliwe zakamarki, do których systemem spadzistych, wąskich schodków można dotrzeć oddalając się zaledwie kilkadziesiąt metrów od głównej ulicy.
Perast, maleńkie miasteczko nad zatoką Kotorską z kościołem św. Mikołaja z 1616 r. i stojącą obok mierząca 55 m dzwonnicą
wnętrze tego prostego jednonawowego kościoła stanowi drewniany strop i kolekcja obrazów lokalnego malarza
niewielki port w Peraście 

cerkiew św. Marka, przylegająca do Smekja Palace - największego pałacu w Peraście  
arkady XVII - wiecznego pałacu Bujoviciów w stylu renesansowo - barokowym, w którym dziś mieści się siedziba Muzeum Miejskiego - pałac uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w zatoce Kotorskiej


wystarczy oddalić się od głównej arterii miasteczka zaledwie kilkadziesiąt metrów, by wąskimi schodkami, pnącymi się stromo w górę zapuścić się w urokliwe zakamarki 


Celując w nasze kolejne miejsce noclegowe, w którym spędzimy trzy kolejne doby, przejeżdżamy jeszcze przez kolejne miasteczka zatoki Kotorskiej, w tym przez perełkę tego regionu Kotor - ten będzie w centrum naszej uwagi innego dnia.

sobota, 14 września 2019

Bobotov kuk - 2522 m n.p.m.

W zaplanowanym przez nas wyjeździe wakacyjnym uwzględniliśmy trzy punkty sztandarowe: rafting, rejs po jeziorze Szkoderskim i eskapadę na Bobotov kuk - najwyższy szczyt Durmitoru i Czarnogóry.
Nie ukrywam, że przygotowując się do tej wycieczki bazowałam na mocno ograniczonej dokumentacji, sprowadzającej się do wzmianek na blogach internetowych, czy krótkiego opisu szlaków w zakupionym przewodniku. Biorąc pod uwagę możliwość startu z wysokości 1722 m n.p.m., i wariant powrotu inną trasą, zdecydowanie wybieramy szlak przez doliny Urdeni do i Mlijecni do. Przekonuje nas też czas przejścia na szczyt, zakładający 2,5 h.
Samochód zostawiamy około 100 m wyżej, tak aby zamykając wycieczkę zejść bezpośrednio na  parking. 
jedziemy w góry - widok z trasy na Żabljak 
dojazd do przełęczy Sedlo
kojący widok na porośnięte trawą łagodne zbocza doliny Dobri do spod przełęczy Sedlo
Szlak od razu nie pozostawia złudzeń. Pierwsze podejście zaliczamy w asyście owiec. W plecakach kilka litrów wody, kanapki, czekolada i termos z kawą. 
Jakże piękna jest dolina Urdeni Do. Przede wszystkim zwraca uwagę bardzo ciekawa budowa gór. Szczyty wyglądają jakby były złożone z poziomo lub ukośnie przyciętych płyt. 
naszym pierwszym krokom na szlaku towarzyszy stado rozpasanych owiec ;-)
Urdeni Do - dolina, którą najszybciej można się dostać na najwyższy szczyt Czarnogóry

dolina Urdeni do już za nami ;-)
Sareni pasovi, czyli kolorowe pasy - z tak specyficzną budową gór obcuję po raz pierwszy

tak niewinnie wyglądająca przełęcz Samar (2075 m n.p.m.) ... 
mocno mnie sponiewierała w drodze powrotnej ;-)
dolina Mlijecni do przed dojściem nad maleńki stawek Zeleni vir


W górnej części doliny Mlijecni do, tworzącej swoisty amfiteatr, tuż obok stawku Zeleni vir zbiega się kilka szlaków i żeby było jasne wszystkie są oznaczone tak samo - po prostu czerwonym kółkiem.
Wymalowany na kamieniu krótki komunikat "Bobotov kuk 1 h 30" to znak, że teraz już będzie tylko stromo w górę. Na swój sposób lubię jednak taką wspinaczkę, bo to oznacza że w krótkim czasie szybko zdobywa się wysokość. 
Dokucza nieco brak kondycji, podejście dzielę na fragmenty stawiając sobie kolejne małe cele... Danilova ploca - przełęcz z widokiem na szlak poprowadzony z Żabljaka, trawers na kolejną przełączkę z widokami na Skrcko jezero i ostatnie podejście stromo na szczyt. Aż trudno uwierzyć jak szybko się go zdobywa.
Trudności umiarkowane, kilka łańcuchów nie łańcuchów - tu ich rolę pełnią stalowe liny w osłonie z PCV.
Zeleni vir - tu łączy się kilka szlaków, z których wszystkie prowadzą do nieba, na Bobotov kuk...
zdjęcie nie oddaje zawieszonej nad głowami  stromizny, jednak konsekwentnie krok za krokiem, metr za metrem, oddech za oddechem, zbliżają nas do upragnionego celu
na górze po prawej przełęcz Danilova ploca, z której już tylko dwa strome podejścia i finał
oddzielające dwie doliny pasmo z Devojką i Sareni Pasovi z jakże innej perspektywy
na dole po prawej Skrcko jezero
jeszcze ostanie ekspozycje i szczyt!
Na szczycie może około 20 osób - łącznie z nami i prawie umierającym psem. Jest obłędnie choć, jak stwierdzam po dłuższej chwili, nie tak obłędnie jak w naszych Tatrach. Wybieramy dla siebie kawałek przestrzeni z widokiem na dolinę Skrka. Mocna gorąca kawa rozlewa się po zmęczonym ciele, czekolada dodaje energii.
Jeszcze nie mamy sposobności ocenić stromizny zachodniej ściany, z której słynie Bobotov kuk ale i tak wyczuwa się ogrom otaczającej przestrzeni. 
Jestem ponad 2500 m nad poziomem morza!
 Bobotov kuk (2522 m n.p.m.) - widok na szlak prowadzący z Żabljaka

głęboko w dole Skrcko jezero 
to mój osobisty sukces! - ponad 2500 m n.p.m. zdobyte

zdjęcia zrobione dzięki uprzejmości pary z Polski ;-)



jesteśmy w niebie!
my jeszcze odpoczywamy, inni już schodzą ze szczytu
pora i na nas ;-)
Schodzimy tym samym szlakiem i ponownie meldujemy się nad Zielonym stawkiem, gdzie robimy dłuższą przerwę. Konsekwentnie obstajemy przy pierwotnym planie zejścia inną drogą. Szlak z perspektywy wyścielonego trawą siedziska, na którym wręcz polegujemy, wygląda tak niewinnie i zachęcająco. Niestety czeka nas mocno piarżysty trawers w wyeksponowanym na słońcu terenie. To jednak dopiero początek tych nieprzyjemności, bo oto po dojściu do przełęczy Samar kolejne strome zejście i podejście... a potem następne. Ulgę przynosi cień i krótkie przerwy.
Pomimo zmęczenia nie marudzę, nie narzekam… Nasz czas do zejścia na parking szacujemy na jeszcze jakieś niespełna półtorej godziny. Zejść trzeba ;-)))
kopczyk - mój ulubiony motyw w górach 
ponownie nad stawkiem Zeleni vir, stąd powrót przez przełęcz Samar - jeszcze nie wiemy, że nieco dłuższy niż zakładaliśmy i bardziej męczący

sielskie chwile w otoczeniu doliny Mlijecni do, w tle "zębate" szczyty Zupci 

zdumiewa przy całkowitym braku potoków na szlaku tak różnorodna roślinność
jedno z bardziej karkołomnych podejść w moim życiu i to wcale nie za sprawą wysokości czy trudności... 
niewinnie trawersująca nitka szlaku, teren sypki i wymagający, a na żeberkach skłaniający do wytężonej akrobatyki ;-)
Bobotov kuk od strony zachodniej



Sereni Pasovi (pierwszy plan), Devojka  a za nią Bobotov kuk i Bezimeni vrh




Przełęcz Skrcko zdrijelo (2114 m n.p.m.), kolejny próg podczas zejścia zaliczony, stąd już tylko w dół - uffff....
Przełomem okazuje się wejście na przełęcz Skrcko zdrijeło, z której rozciąga się cudowny widok na porośnięte trawą łagodne wzgórki doliny Dusko valje graniczącej z Govedi do, między którymi będziemy za chwilę podążać. To zdecydowanie najbardziej optymistyczna część szlaku powrotnego. 
Od tej chwili wszystko wygląda inaczej i jeszcze to popołudniowe słońce, ścielące się miękkim ciepłymi barwami.
próbowaliśmy oddać piękno tego miejsca ale oko aparatu widzi inaczej.
W Durmitorze zachwyciły mnie nie szczyty ale właśnie te sielskie porośnięte trawą wzgórki...
zdecydowanie najprzyjemniejszy odcinek na szlaku - dolina Dusko valje
charakterystyczny, znajomy kształt Sedlena greda  
dolina Dobri do i kawałek szosy już widać ;-)


dolina Dobri do i Boljske grede 


jeszcze jedno spojrzenie na Urdeni Do, którą kilka godzin wcześniej zmierzaliśmy na szczyt
Dobri do 


Naszą pętlę zamykamy po prawie 8 godzinach marszu, błogosławiąc chwilę, w której widzimy już czekający na parkingu samochód.
Jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć w stylowej ramce i już mkniemy w stronę Żabljaka, w stronę naszego domku, z jakże miłą perspektywą czekającej nas jeszcze kolacji w równie pięknym miejscu.
zamykamy pętlę 
ktoś wpadł na genialny pomysł - wstawić taki widok w pamiątkową nienachalną ramkę 




obiadokolację jemy w niezwykłym miejscu - widokowo niezwykłym, bo kuchnia raczej niczym szczególnym nie zachwyca. Polecona przez właściciela naszej chatki restauracja Momcilov grad od chwili wejścia klimatem przypomina lata PRL-u. 
tradycyjne danie tego regionu - pljeskavica, kotlet z mielonego mięsa wołowego i jagnięcego