Baraniec

Baraniec

wtorek, 1 marca 2011

Evviva l’arte

W ramach odstresowania się przed moim ostatnim już egzaminem, wybraliśmy się 25 lutego do Gorlic, gdzie w Galerii Sztuki „DWÓR KARWACJANÓW” odbył się wernisaż mojego brata. Wystawa została zorganizowana w sali im. prof. Włodzimierza Kunza - a piszę o tym ponieważ w tym samym czasie, piętro wyżej zaprezentowano również prace Romana Raczka - znanego w regionie artysty.
Wernisaż rozpoczął się o godzinie 18.00 i zgromadził całkiem sporą liczbę gości. Część oficjalna - wspólna dla obu artystów odbyła się w przestronnej sali im. ks. Bronisława Świeykowskiego a uświetnił ją między innymi krótki koncert młodego pianisty. Po serii wszystkich przemówień i ogólnej prezentacji, zebrani goście mogli oddać się urokowi prac twórców.
Tak jak wspomniałam prace mojego brata zostały zgromadzone w oddzielnej kameralnej sali. Muzyczną otoczkę tworzył zaproszony duet gitarowo - klawiszowy, grający znane i lubiane standardy. W tak miłych okolicznościach - z kieliszkiem czerwonego wina i ciastkiem autorstwa mojej mamy - można się było wreszcie oddać miłej kontemplacji.
Pewnie trudno w moim przypadku liczyć na obiektywną ocenę prac Krzyśka, ale nie mając ostatnio kontaktu z twórczością brata mogę śmiało powiedzieć, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jego prace nabrały kolorów, tematycznie wkroczyły w nieznane dotąd rewiry. Niekiedy są zabawne, lekkie i po prostu uśmiechliwe ;-)).
Muszę jednak podkreślić, że całości dopełniły ramy, które same w sobie są artystycznym cackiem ale z obrazem tworzą przemyślaną i spójną jedność.
Poniżej kilka zdjęć z wystawy naszego rodzinnego autorstwa B&K a dodatkowo umieszczam link z oficjlnej strony Muzeum - Dwory Karwacjanów i Gładyszów w Gorlicach.




























A po wernisażu?... cóż... po to taszczyliśmy do samochodu cały sprzęt narciarski aby następnego dnia dla odmiany poszusować trochę na stokach Magury Małastowskiej, gdzie miałam przyjemność zjeżdżać poraz pierwszy dwa tygodnie wcześniej. Pogoda może nie tak wspaniała jak poprzednio ale za to sceneria... wprost bajeczna. Wszędzie ogromne ilości śniegu i nawet gałęzie drzew wyglądały jakby otuliły je puchate białe poduchy.

niedziela, 20 lutego 2011

muffiny z... coca colą



Tym razem trzymając się swoich ulubionych czekoladowo-kakaowych smaków przymierzyłam się do interesujących muffinów z... coca colą. Przepis znalazłam na stronie ulubionej w tym temacie blogerki, nie dorównując niestety z przyczyn obiektywnych jej osiągnięciom w kwestii formy. Po licznych poszukiwaniach wisienek koktajlowych musiałam niestety zadowolić się wiśniami z konitury. Zamiast cherry brandy dodałam domowej wiśniówki. No i szarpnęłam się na wspomniany ciemny cukier muscovado, który rzeczywiście ma bardzo interesujący smak i to on nadaje główny ton. Dodam, że - jak wspomniała autorka przepisu - smak coca coli jest niemalże niewyczuwalny, więc pewnie śmiało można go zastąpić innym napojem gazowanym.
Polecam bo smaczne i uzależniające. A do kawy.... ;-)


wtorek, 8 lutego 2011

znów na Czarnej Górze ;-)

No i po urlopie…
Wspaniały niespełna tydzień minął nawet nie wiedzieć kiedy. Dobrze, że wyjazd w ogóle doszedł do skutku, biorąc pod uwagę paskudną grypę jaką przyniósł do domu nasz syn. Wyjeżdżaliśmy więc nie bez obaw ale plan udało się zrealizować idealnie i tak też spędziliśmy pięć dni na stoku i jedno popołudnie w rezerwacie skalnym w Teplicach.
Podobnie jak w zeszłym roku zdecydowaliśmy się na wyjazd do Stronia Śląskiego, skąd codziennie dojeżdżaliśmy całe 6 km pod stoki Czarnej Góry i Żmijowca w Siennej, gdzie znajduje się jeden z lepszych kompleksów narciarskich w Polsce. Udało nam się wstrzelić w jako taki okres sprzyjający szusowaniu. Śniegu na szczęście nie brakowało, czynna była większość tras a i pogoda do najgorszych nie należała, choć przyznam, że dnia ostatniego mocno nam na szczytach dowiało.
na szczycie Czarnej Góry (zdj. Jacek Królikiewicz)
na szczycie Żmijowca
na stoku Czarnej Góry - nartostrada B
na szczycie Żmijowca - z tyłu w tle Czarna Góra
początek trasy z Czarnej Góry
Jako że narodziła się rodzinna tradycja organizowania po narciarskich wyczynach pieszych wycieczek w skały, tak też i w tym roku pojechaliśmy w rejon czeskich Gór Stołowych aby podelektować się urokiem skalnego, zaśnieżonego miasta. W Teplicach byliśmy dokładnie półtora roku temu podczas letniej kanikuły. Zimą rezerwat prezentuje się całkiem inaczej i mimo, że przedreptaliśmy dokładnie tę samą pętlę mieliśmy wrażenie jakbyśmy tam byli pierwszy raz. W porównaniu z zeszłorocznym zimowym wypadem do odległego o 4 km Adrspachu śniegu było mniej i temperatury też zdecydowanie łaskawsze. Niewątpliwie atrakcją w tym roku były cudownie oszronione skały, które momentami wyglądały jakby były pokryte delikatną, białą pleśnią wyśmienitego camemberta. No i ta cisza, spokój i niemalże całkowity brak turystów których latem tu pełno. Bardzo, bardzo polecam
większość skał ma ciekawe kształty i przypisane im czasem zabawne nazwy - jak choćby ta - Szorty Karkonosza ;-)))
A ja już powoli na lekkiej adrenalince przed nieuchronnie zbliżającym sie kresem moich naukowych zmagań... ;-))

niedziela, 26 grudnia 2010

szczypta magii w wigilijny wieczór...



Ciesząc się ostatnimi świątecznymi godzinami z wielką przyjemnością wspominam spotkanie wigilijne z moimi rodzicami i pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. I pewnie byłaby to Wigilia podobna do tych sprzed lat gdyby nie fakt, że po kolacji udało nam się porzucić domowe ciepełko i ruszyć w miasto. Trzeba dodać, że to co wyzierało zza okien nie zachęcało do wyjścia - mgła, duża wilgoć, chwilami zwiewna mżawka. Nie było jednak zimno i wietrznie, co ostatecznie przekonało nas do wyjazdu na spacer.
Otulone niezbyt gęstą mgłą Stare Miasto w wigilijny wieczór było cudownie bezludne, spokojne i tajemnicze. Momentami, zwłaszcza w okolicach Plant sceneria przypominała klimat XIX-wiecznej Anglii z krymianałów Agathy Christie. Niewąpliwie urok świątecznych, ulicznych dekoracji uzupełniała też iluminująca wilgoć bruku. Było pysznie, a prawie dwugodzinny spacer zaowocował kilkoma zdjęciami, z których część zamieszczam poniżej.
Nasz "Aniołek" w akcji

Mały Rynek


ul. Floriańska
Zaułek Niewiernego Tomasza
ul. Szewska

ul. Grodzka

Rynek Główny

ul. Franciszkańska



ostatnie przygotowania przed "żywą szopką" przy kościele Franciszkanów

Planty od ul. Siennej